Wyrok Sądu Najwyższego z dn. 10 listopada 2017 r., sygn. akt V CSK 41/14, jest swoistą miniaturą polskiego sądownictwa: tego, jak trudno jest przekonać sądy do rezygnacji z formalizmu, ile taka batalia może trwać i jak trudno poprawić niedoskonałe prawo posługując się zasadami ogólnymi, w tym Konstytucją. Warto przyjrzeć mu się bliżej.

Długa ścieżka sądowa

O sprawę „Stowarzyszenia F.” przeciwko „Stowarzyszeniu O.”, bo tak określa te strony Sąd Najwyższy, otarł się w którejś „iteracji” prawdopodobnie każdy prawnik zajmujący się prawem autorskim w ciągu ostatnich dziesięciu lat. Sprawa rozpoczęła się w 2009 roku pozwem organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi (jednej z dość licznych w Polsce takich organizacji). Trafiała do Sądu Najwyższego trzykrotnie, raz do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (wyrok z dnia 25 stycznia 2017 r. w sprawie C – 367/15). Zagadnienie będące osią sporu było także przedmiotem badania przez Trybunał Konstytucyjny zakończonego wyrokiem z dnia 23 czerwca 2015 r. w sprawie SK 32/14. Można by powiedzieć – sprawa monumentalna, marzenie dla sędziów orzekających. Argumentacja przestawiona w uzasadnieniu, choć doprowadziła do przełamania skłonności do orzekania formalistycznego, orzekania najchętniej na podstawie wykładni literalnej, pozostawia nieco do życzenia w zakresie uporządkowania i jasności wywodu. Szkoda, bo orzeczenie to będzie niewątpliwie wielokrotnie czytane przez wielu prawników.

Przedmiot sprawy

Strony sporu przez jakiś czas współpracowały bez przeszkód – pozwane Stowarzyszenie „O” jako operator sieci kablowej, a powodowe Stowarzyszenie „F” jako organizacja zbiorowego zarządzania prawami autorskimi zawierająca umowy o reemisję z operatorami. W pewnym momencie Stowarzyszenie „O” nie zgodziło się na podwyżkę, ale kontynuowało swoją działalność. Przez 8 lat skomplikowanego postępowania sądowego Stowarzyszenie „O” broniło swojego stanowiska, że żądanie przez Stowarzyszenie „F” „trzykrotności stosownego wynagrodzenia, które w chwili jego dochodzenia byłoby należne tytułem udzielenia przez uprawnionego zgody na korzystanie z utworu” jest nienależne. Jak się okazało, w okolicznościach sprawy Sądy uznały, że bezpodstawna jest nie tylko trzykrotność tego wynagrodzenia, ale również dwukrotność, zasądzana – na podstawie tego art. 79 ust. 1 pkt 3) b) ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz.U. z 2017 r. poz. 880) – w przypadku naruszenia niezawinionego.

Ustalenia Sądów i Trybunałów

Orzekając po raz trzeci w tej sprawie Sąd Najwyższy był w rzadko spotykanej sytuacji omawiania mających bezpośredni związek ze sprawą orzeczeń Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej i polskiego Trybunału Konstytucyjnego. Historycznie pierwszy wyrok wydał Trybunał Konstytucyjny, stwierdzając niekonstytucyjność przepisu art. art. 79 ust. 1 pkt 3) b) ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych w zakresie, w jakim pozwalał na zasądzenie trzykrotności stosownego wynagrodzenia.

Wydany później wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej zasiał ziarno wątpliwości w zakresie dwukrotności. Ten ostatni nie rozstrzygnął tej sprawy jednoznacznie, ale na podstawie prawa wspólnotowego polecił sądowi krajowemu unikanie stosowania norm, które wywołują skutek represyjny (potocznie można powiedzieć – skutek karny), zamiast restytucyjnego (wyrównującego szkodę poniesioną przez uprawnionego). Orzeczenie TSUE sprowadzało się zatem do tego, aby sąd krajowy zaniechał stosowania prawa bezrefleksyjnie, a zaczął rozważać rzeczywiste skutki swojego wyrokowania.

Konkluzje Sądu Najwyższego

Sąd Najwyższy musiał się w tym wyroku zmierzyć z szeregiem kwestii. Jedną z nich było, czy powód, który nie dowodził wysokości szkody, związku przyczynowego i winy, żądając zasądzenia na swoją rzecz wynagrodzenia ryczałtowego, może wciąż uzyskać zasądzenie jednokrotnego wynagrodzenia stosownego wynagrodzenia, o którym w analizowanym przepisie przecież nie wspomniano. Sąd Najwyższy rozstrzygnął również, czy nie znajduje się w konflikcie kompetencyjnym z Trybunałem Konstytucyjnym związanym z koniecznością dokonania interpretacji głębszej, niż dokonał tego Trybunał Konstytucyjny w prawomocnie zakończonym postępowaniu.

Ustalając wstępnie, na podstawie zasady domniemania konstytucyjności przepisu, że możliwe jest żądanie wynagrodzenia ryczałtowego (bez wykazywania dodatkowych przesłanek, w tym wysokości poniesionej szkody), Sąd Najwyższy przeszedł do argumentacji na podstawie fundamentalnych zasad systemu prawnego, w tym Konstytucji, na temat dwukrotności wynagrodzenia.

Sąd Najwyższy przywołał między innymi, że w sprawie należy mieć na uwadze rzymską zasadę ne quis ex damno suo lucrum faciat (górną granicę odszkodowania wyznacza wysokość poniesionej szkody), przyjętą jako podstawa polskiego systemu prawa zobowiązań. Jako korespondujące z tą zasadą powołano przepisy Konstytucji RP dotyczące prawa własności, zasadę równości wobec prawa oraz warunki wzajemnego ograniczania praw (art. 31 ust. 3). Sąd stwierdził w uzasadnieniu, że „[b]rak [jest] podstaw, aby uznać, że regulacja, która prowadzi, przy okazji naruszenia autorskich praw majątkowych, do uzyskania przez autora znacznie więcej, niż wynosi doznana przez niego szkoda, może być uzasadniana powołaniem się na jedną z wartości wskazany w art. 31 ust. 3 Konstytucji [tj. zasadę pozwalającą na ograniczanie praw konstytucyjnych, w tym ograniczenie prawa własności]”. Na tej podstawie Sąd Najwyższy uznał, że w okolicznościach sprawy zasądzenie dwukrotności wynagrodzenia stanowiłoby „nieproporcjonalną sankcję, która może prowadzić do naruszenia zasady sprawiedliwości społecznej, równej ochrony praw majątkowych, którą gwarantuje Konstytucja (…) jest ona nadmierna w stosunku do celu, jakim jest należyte zabezpieczenie twórców przed naruszeniem ich praw majątkowych”.

Podsumowanie

W efekcie, w obecnym stanie prawnym, bezpieczniejszym dla strony powodowej sposobem dochodzenia odszkodowania przewyższającego jednokrotną stawkę rynkową jest tradycyjne wykazanie wysokości poniesionej szkody, niż posługiwanie się konstrukcją ustawowego ryczałtu. Nauka prawa od dawna ostrzegała, że przepis art. 79 ust. 1 pkt 3) b) ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych jest przepisem ryzykownym, którego godziny mogą być policzone, przepisem praktycznie niespotykanym w innych systemach prawnych. Cieszy, że – choć z takim opóźnieniem -, Sąd Najwyższy w ramach sprawowanej władzy sądowniczej posunął się do odważnej – i nieformalistycznej – interpretacji w celu zrównoważenia pozycji stron rozpoznawanego sporu. Pokazuje to również jak ogromnym wyzwaniem dla sądów jest stosowanie przepisów, które budzą wątpliwości lub kontrowersje, jako przepisy potencjalnie błędne, biorącym się z tego, że, w odróżnieniu od np. Wielkiej Brytanii, polscy sędziowie nie orzekają w ramach systemu prawa precedensowego.

* autorka: Ewa Fabian, adwokat

[artykuł przedstawia punkt widzenia autorki, nie kancelarii; autorka nie ma nic wspólnego z opisywanym orzeczeniem ani jego stronami]